O Przygotowaniu do Komunii Świętej Sakramentalnej i Dziękczynieniu po Komunii Świętej

W tym dziale znajdują się (i będą zamieszczone) nauki i wytyczne jak należy Przygotowywać się do Komunii Świętej Sakramentalnej i jak należy po Komunii Świętej odprawić Dziękczynienie te pouczenia oparte są na nauce Magiaterium Kościoła Świętego, a konkretnie na Dekretach o Komunii Świętej codziennej i częstej Papieża Świętego Piusa X. Także są (będą) w tym dziale inne nauki o Komunii Świętej opracowane przez świątobliwych i wielce zasłużonych Kapłanów- Zakonników także Biskupów.

Nauka o Dziękczynieniu po przyjęciu Komunii Świętej Sakramentalnej Ojca Reginalda Garrigou-Lagrange OP

Komunia bez dziękczynienia

Si scires donum Dei!

Kilka dusz wewnętrznych wyraziło nam ból, jaki odczuwają, gdy widzą, że w niektórych miejscach prawie wszyscy wierni opuszczają kościół razem zaraz po zakończeniu Mszy, podczas której przyjęli Komunię. Co więcej, jest to zwyczaj, który staje się coraz bardziej powszechny, nawet w wielu katolickich szkołach z internatem i kolegiach, gdzie w przeszłości uczniowie, którzy przyjęli Komunię, pozostawali w kaplicy przez około dziesięć minut po Mszy, nabierając nawyku dziękczynienia, który najlepsi uczniowie zachowali do końca życia.

Aby zilustrować potrzebę dziękczynienia, opowiedziano historię świętego Filipa z Neri, który kazał dwóm ministrantom nioszącym świece towarzyszyć kobiecie, gdy opuszczała kościół zaraz po zakończeniu Mszy, podczas której przyjęła Komunię. Ileż razy opowiadano tę zasłużoną lekcję i jak często przynosiła ona owoce! Dzisiaj jednak rozwijamy nawyki bezwstydu wobec prawie wszystkich, zarówno wobec przełożonych, jak i równych i niższych, a nawet wobec Naszego Pana. Jeśli tak dalej pójdzie, będzie, jak już powiedziano, wiele Komunii i niewielu prawdziwych Komunikujących. Jeśli gorliwe dusze nie będą pracować, aby powstrzymać tę falę, stopniowo zniszczy ona całego ducha umartwienia oraz prawdziwą i solidną pobożność. A jednak Nasz Pan jest zawsze ten sam, a nasze obowiązki wdzięczności wobec Niego nie uległy zmianie (1).

Czy dziękowanie nie jest obowiązkiem po otrzymaniu korzyści i czy nie powinno być proporcjonalne do ceny tej korzyści? Kiedy dajemy coś wartościowego przyjacielowi, jesteśmy słusznie zasmuceni, jeśli nie zadaje on sobie nawet trudu, by podziękować nam słowem. Stało się to dziś powszechnym zjawiskiem. A jeśli jest coś w tej bezwstydności, która graniczy z niewdzięcznością, co nas boli, to co możemy powiedzieć o niewdzięczności wobec naszego Pana, którego korzyści są nieporównywalnie cenniejsze niż nasze własne?

Sam Jezus powiedział nam to, gdy po cudownym uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, tylko jeden przyszedł Mu podziękować. „A pozostałych dziewięciu, gdzie oni są?” zapytał Zbawiciel. Zostali cudownie uzdrowieni i nawet nie przyszli podziękować.

Otrzymujemy samego Autora zbawienia i wzrost życia łaski, które jest nasieniem chwały, czyli rozpoczętego życia wiecznego; otrzymujemy wzrost miłości, najwyższej z cnót, która ożywia i ożywia wszystkie inne i która jest samą zasadą zasługi.

Jezus często dziękował swojemu Ojcu za wszystkie Jego dobrodziejstwa, zwłaszcza za odkupieńcze Wcielenie; z całej duszy dziękował Ojcu za objawienie tajemnicy maluczkim. Dziękował Mu na krzyżu, mówiąc Consummatum est. Nigdy nie przestał dziękować podczas Najświętszej Ofiary Mszy Świętej, której jest głównym kapłanem. Dziękczynienie jest jednym z czterech celów ofiary, zawsze połączonym z adoracją, błaganiem i zadośćuczynieniem. I nawet po końcu świata, kiedy zostanie odprawiona ostatnia Msza i nie będzie już ofiary jako takiej, ale jej dopełnienie, kiedy błaganie i zadośćuczynienie ustaną, kult adoracji i dziękczynienia będzie nadal trwał i będzie wyrażany w Sanctus, które będzie pieśnią wybranych przez całą wieczność. Zrozumiałe jest zatem, że wiele dusz wewnętrznych od pewnego czasu pragnie, aby odprawiano Msze dziękczynne, zwłaszcza w drugi piątek miesiąca, aby zrekompensować niewdzięczność ludzi i wielu chrześcijan, którzy nie wiedzą już, jak dziękować, nawet po największych dobrodziejstwach.

Jeśli jednak jest coś, co wymaga szczególnego dziękczynienia, to jest to ustanowienie Eucharystii, poprzez którą Jezus zechciał pozostać prawdziwie pośród nas, kontynuować w sposób sakramentalny ofiarę swojej ofiary i karmić nasze dusze bardziej i lepiej niż najlepszy pokarm może karmić nasze ciała. Nie chodzi tutaj o karmienie się myślami świętego, ale o karmienie się Jezusem Chrystusem, pełnią łaski, która jest w Jego świętej duszy, osobiście zjednoczonej ze Słowem i Boskością.

Przez Eucharystię daje nam siebie, abyśmy byli do Niego podobni. Błogosławiony Mikołaj z Flüe powiedział: „Panie Jezu, weź mnie do siebie i daj mnie sobie”; dodajmy: „Panie Jezu, daj mi siebie, abym całkowicie należał do Ciebie”. To największy dar, jaki możemy otrzymać. I nie zasługuje na specjalne dziękczynienie! Taki jest cel nabożeństwa do Serca Eucharystycznego.

Jakże bolesna jest niewdzięczność tych, którzy nie wiedzą, jak dziękować po Komunii, przez którą Jezus daje nam siebie!

Czy wierni, którzy opuszczają kościół prawie natychmiast po przyjęciu Komunii, zapomnieli, że Rzeczywista Obecność pozostaje w nich jak sakramentalne postacie przez około kwadrans po Komunii i że nie mogą towarzyszyć Boskiej Hostii przez ten krótki czas? (2) Nasz Pan wzywa nas, oddaje się nam z tak wielką miłością, a my nie mamy Mu nic do powiedzenia i nie chcemy Go słuchać przez kilka chwil.

Święci, w szczególności święta Teresa, jak lubi nam przypominać Bossuet, często mówili, że sakramentalne dziękczynienie jest dla nas najcenniejszym momentem życia duchowego (3). Istotą Ofiary jest rzeczywiście podwójna konsekracja, ale to poprzez komunię my sami uczestniczymy w tej ofierze o nieskończonej wartości. W tym momencie musi istnieć kontakt między świętą duszą Jezusa, osobiście zjednoczoną ze Słowem, a naszą własną, ścisłe zjednoczenie między Jego ludzką inteligencją, oświeconą światłem chwały, a naszą inteligencją, która często jest zaciemniona, zapominająca o naszych wielkich obowiązkach i powierzchowna (4) w pewien sposób w odniesieniu do rzeczy boskich; musi także istnieć nie mniej głębokie zjednoczenie między ludzką wolą Chrystusa, niewzruszenie utwierdzoną w dobru, a naszą chwiejną wolą, i wreszcie zjednoczenie między Jego wrażliwością, tak czystą, a naszą własną, czasami tak niespokojną. We wrażliwości Zbawiciela są dwie cnoty: siła i dziewictwo, które wzmacniają i dziewiczą dusze, które się do Niego zbliżają.

Teraz Jezus mówi tylko do tych, którzy Go słuchają, tylko do tych, którzy nie są dobrowolnie rozproszeni. Musimy czynić sobie wyrzuty nie tylko z powodu naszych bezpośrednio dobrowolnych rozproszeń, ale także z powodu tych, które rozpraszają nas pośrednio, w wyniku naszego zaniedbania w rozważaniu tego, co powinniśmy rozważać, w pragnieniu tego, czego powinniśmy pragnąć i w czynieniu tego, co powinniśmy czynić. To zaniedbanie jest źródłem wielu grzechów zaniechania, które przechodzą prawie niezauważone, gdy badamy nasze sumienie, ponieważ nie są niczym pozytywnym, ale brakiem tego, co powinno być. Wielu ludzi, którzy uważają się za niegrzeszących, ponieważ nie popełnili nic poważnego, jest pełnych pośrednio dobrowolnego, a zatem zawinionego zaniedbania.

Nie zaniedbujmy obowiązku dziękczynienia, co zdarza się dziś zbyt często. Jakie owoce może przynieść tak bezwstydna komunia?

W niektórych krajach, niestety, wielu kapłanów nawet nie dziękuje po Mszy; inni mylą to z obowiązkową i mniej lub bardziej rekolekcyjną recytacją części Oficjum, tak że nie pozostaje w nich wystarczająco dużo osobistej pobożności, aby ożywić oficjalną pobożność sługi Bożego. Jak kapłan, który nie żyje już wystarczająco Bożym życiem dla siebie, może dać je innym? Jak może odpowiedzieć na głębokie duchowe potrzeby dusz, które w jakiś sposób głodują, które czasami, po zwróceniu się do niego, odchodzą jeszcze bardziej smutne i z niepokojem zastanawiają się, gdzie znaleźć to, czego szukają? Nierzadko zdarza się, że dusze, które są naprawdę głodne i spragnione Boga, które wiele otrzymały i które pośród wielkich trudności muszą poświęcić wiele wokół siebie, aby przyjść z pomocą tym, którzy umierają duchowo, słyszą: „Nie zadawaj sobie tyle trudu! Robisz więcej niż to konieczne. Co wtedy stałoby się z żarem miłości i jak sprawdziłyby się słowa Zbawiciela: „Przyszedłem ogień rozpalić na ziemi i czegóż pragnąłem, jak nie tego, by się wszędzie rozszerzył?”. – Przyszedłem, abyście mieli życie i abyście je mieli w obfitości.

Pewna prawdziwie pobożna osoba, która zarzucała sobie, że w ciągu dnia nie myśli wystarczająco dużo o Komunii Świętej, którą przyjął rano, otrzymała pewnego dnia taką odpowiedź: „Nie myślimy też o posiłku, który spożyliśmy kilka godzin temu”. Była to odpowiedź praktycznego naturalizmu, który stracił z oczu ogromny dystans, jaki dzieli chleb eucharystyczny od zwykłego chleba. Stan umysłu, który wyraża się w ten sposób, jest wyraźnie antytezą kontemplacji tajemnicy Eucharystii i wynika z nawykowej niedbałości, z jaką przyjmujemy najcenniejsze dary Boże. W końcu przestajemy dostrzegać ich wartość, którą znamy tylko w teorii, a rady, których udzielamy, w żaden sposób nie prowadzą dusz do intymnego zjednoczenia z Bogiem; nie wykraczają poza poziom kazuistyki, troszcząc się jedynie o to, aby wiedzieć, co jest wymagane, aby uniknąć grzechu.

To może zajść daleko; sprawia, że zapominamy, że każdy chrześcijanin musi dążyć do doskonałości miłości, na mocy najwyższego przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Łukasz, x, 27). Podążając tą drogą, kapłani i zakonnicy zapomnieliby również, że mają obowiązek, nie tylko ogólny, ale szczególny, dążenia do doskonałości, aby każdego dnia wypełniać swoje święte obowiązki w sposób bardziej święty i być bardziej zjednoczeni z naszym Panem.

W pewnych okresach historii zakonów niektórzy zakonnicy, po odprawieniu swojej prywatnej Mszy, udawali się na Mszę konwentualną, nawet w dni świąteczne, tylko wtedy, gdy było kanonicznie pewne, że są do tego zobowiązani. Czy gdyby właściwie odprawili dziękczynienie, doszliby do takiego wniosku? Kazuistyka przeważała nad duchowością, która była postrzegana jako drugorzędna. Tracimy z oczu znaczenie i zakres najwyższego przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, z całej myśli swojej i ze wszystkich sił swoich”. Nasz osąd nie jest już osądem mądrości; zaczynamy zsuwać się po zboczu duchowej głupoty.

Do tego właśnie stopniowo prowadzi zaniedbanie, o którym mówiliśmy na początku tego artykułu.

Zaniedbanie dziękczynienia staje się zaniedbaniem adoracji, która kończy się jedynie zewnętrznym błaganiem i zadośćuczynieniem. W ten sposób coraz bardziej tracimy z oczu cztery cele ofiary i często poświęcamy się bardzo drugorzędnym rzeczom, które tracą swoją prawdziwą moralną i duchową wartość, gdy tylko nie są już wystarczająco ożywione przez zjednoczenie z Bogiem.

Każdy dobry uczynek wymaga dziękczynienia; dobry uczynek bez miary wymaga proporcjonalnego dziękczynienia. Ponieważ nie jesteśmy w stanie ofiarować go Bogu, prośmy Maryję Pośredniczkę, aby przyszła nam z pomocą i uzyskała dla nas udział w dziękczynieniu, które złożyła Bogu po Ofierze Krzyża, po Consummatum est i po Mszy św. apostoła Jana, która prawdziwie kontynuowała treść ofiary Kalwarii na ołtarzu. Częste zaniedbywanie dziękczynienia po komunii wynika z faktu, że nie wiemy wystarczająco dużo o Bożym darze: si scires donum Dei! Pokornie, ale żarliwie prośmy Pana o łaskę wielkiego ducha wiary, który pozwoli nam „uświadomić sobie” cenę Eucharystii każdego dnia; prośmy o łaskę nadprzyrodzonej kontemplacji tej tajemnicy wiary, to znaczy żywej wiedzy, która pochodzi z darów inteligencji i mądrości i która jest zasadą żarliwego dziękczynienia, o ile jesteśmy bardziej świadomi wielkości otrzymanego daru (5).

Rzym, Angelico.

(1) Te wielkie obowiązki są mocno przypomniane w pośmiertnym dziele, które właśnie zostało opublikowane przez Spes: Conférences aux Mères chrétiennes autorstwa zmarłego kanonika de Castries, duchownego z Poitiers. Ta wspaniała książka poprzedzona jest niezwykłą przedmową autorstwa M. A. Riveau, profesora Sorbony i przyjaciela zmarłego.

(2) Oczywiście nie mówimy tutaj o prawdziwie pobożnych ludziach, którzy z powodu jakiejś konieczności muszą opuścić kościół wkrótce po komunii, aby wypełnić prawdziwy obowiązek.

(3) W tej kwestii, zobacz piękne życie założycielki Wieczernika. Mère M. Thérèse Couderc: Une grande humble, autorstwa H. Perroy, S. J. (Beauchesne), s. 195: „Kiedy przyjęłam Komunię świętą – powiedziała do swojej przełożonej – nie mogę opuścić kaplicy. Czas poświęcony na dziękczynienie przez wspólnotę wydaje się tak krótki, że muszę zmusić się do pójścia za nią do refektarza”. Pamiętamy również, że Zgromadzenie Sióstr Dziękczynienia, które nadal istnieje, zostało założone, aby nadrobić zaniedbanie tego wielkiego obowiązku.

(4) W oryginale: obtuse.

(5) Wystarczy pomyśleć o dziękczynieniu tego pielgrzymującego żebraka, świętego Benoît-Josepha Labre, który często był zachwycony i przemieniony przez kontemplację Zbawiciela obecnego w Eucharystii. Ostatnio pan Charles Grolleau wspaniale ożywił tę świętą fizjonomię na około pięćdziesięciu stronach, które wydają się być małym arcydziełem: Saint Benoît-Joseph Labre, éditions Publiroc, Marseille, 53, rue Thiers. a fr.